AutaTu.pl - bezpłatne ogłoszenia motoryzacyjne
Partnerzy Portalu Czartery jachtów na Bałtyku Partnerzy Portalu
Pokaż żeglarstwo w dziale: wiadomości | relacje | obyczaje | słownik | DODAJ
żeglarstwo - relacje żeglarskie
13 Września 2017 - relacje żeglarskie
Medalowy weekend TeamBAKISTA!

Wydarzenia ostatnich dni można podsumować jako „medalowy weekend” TeamuBakista! Zaczęliśmy od Finału Pucharu Europy (European Match Racing Tour 2017) we włoskiej Ravennie. W klasyfikacji generalnej traciliśmy jedno miejsce do prowadzącej załogi francuskiej S. Beartheu. Z drugiej strony mieliśmy nieco większą przewagę, około 3 miejsc, nad D. Presenem ze Słowenii. O podium walczył również nieźle pływający w tym sezonie Austriak H. Czasny.

Na liście startowej pojawiły się również dwie bardzo dobre załogi – aktualnych Mistrzów Europy M. Mesnila (FRA) oraz doświadczony team organizatorów dowodzony przez J. Pasiniego (ITA).

Od początku wiadomo było, że łatwo nie będzie, pomimo faktu, że pływaliśmy na „naszych” Tomach28. Prognoza pogody była dość stabilna. W piątek wiatr słaby i umiarkowany. W sobotę rano nieco słabiej, później lekki deszcz i szansa na nieco silniejszy wiatr (do 14 knotów). W niedzielę zdecydowanie bardziej wymagające warunki (15-20 knotów, w porywach do 25).

Format regat zakładał jedną rundę eliminacyjną (16 flightów po 3 mecze), bezpośredni awans 3 najlepszych załóg do półfinałów oraz dość niecodzienne rozwiązanie bez ćwierćfinałów, repasaże dla miejsc 4-7 o ostatnie jedno miejsce w półfinałach (dodatkowa runda każdy z każdym, czyli trzy flighty po 2 mecze).

Organizatorzy startowali z regatami w piątek dość opieszale, ale dobre warunki pogodowe wystarczyły na przeprowadzenie 12 flightów. Trasa regat ustawiona została na otwartym morzu przy falochronie z charakterystyczną długą boczną falą i krótszą, zgodną z kierunkiem wiatru, co wymagało uwzględnienia przy manewrach (długa fala spychała niemal jak silny prąd).

TeamBAKISTA

fot. R. Hajduk

A my żeglowaliśmy ze zmiennym szczęściem.
Pierwszy wyścig bez zbędnych historii wygrany z Chorwatami (T. Piasevoli).
Drugi wyścig to ostra walka z „lokalnym matadorem” J.Pasinim. Słaby wiatr, przeciwnicy jacht ogarniali co najmniej na naszym poziomie. Start remisowy na splicie, my – zgodnie z planem - z pinu na prawym, oni z komisji na lewym. Jednak pierwsze przecięcie kursu z lekką przewagą przeciwników, w czasie serii zwrotów wiatr kręci lekko w prawo (raz jedziemy parę długości wbrew zmianie), no i Włosi wychodzą na wyraźne prowadzenie. Na pełnym trzymamy się 2-3 długości, ale bez szans na odrobienie strat. Udaje się to dopiero na kolejnej halsówce, wjeżdżamy na boję niecałą długość z tyłu. Lekko spóźnione postawienie spinakera, zostajemy trochę z tyłu, ale Pasini decyduje się pierwszy na zwrot przez rufę. My płyniemy nieco głębiej lewym halsem, dobra rufa i dochodzimy go na tyle, że musi odpowiedzieć dwoma rufami, aby nas przypilnować. Jesteśmy blisko, ustanawiamy krycie po zawietrznej i zaczynamy ostrzyć (zabrakło ok. 1 m, aby zrobić to skutecznie i postawić przeciwników do wiatru). Wiatr słabnie, szybka decyzja o kolejnym zwrocie przez rufę przed samą metą (Komisja bliżej nas), Włosi odpowiadają i udaje im się obronić przed naszym atakiem jakieś 20 cm… Było blisko…

Kolejne 2 wyścigi bez większych emocji, pewnie kontrolujemy starty i wygrywamy ze „starymi znajomymi” S. Ramirezem (ITA) oraz D. Presenem.
Równolegle dobrze radzi sobie H. Czasny, który wygrywa 2 pojedynki z francuskimi załogami.
Ostatni nasz wyścig tego dnia to pojedynek z liderami Pucharu – czyli załogą S. Bertheau. W warunkach słabego wiatru staramy się na prestarcie liderować. Tak było i w tym przypadku. Na ok. 40 sekund przed startem, przeciwnikom udaje się ustanowić krycie po zawietrznej, odpowiadamy ostrzeniem do wiatru (grot zebrany, fok na lekkim odbiciu), ustępujemy, ale nie robimy zwrotu przez sztag, taktycznie wpuszczając przeciwnika pod nas (chcieliśmy startować bliżej komisji). We wspólnej naszej ocenie jest dużo miejsca i postępujemy zgodnie z przepisami. Niestety arbitrzy uważają inaczej i dają nam karę (uznając, że powinniśmy robić zwrot przez sztag). Ostatecznie po chwili i po karze robimy zwrot przez sztag, ale emocje dają znać o sobie. Zamiast spokojnie dojechać do komisji i przejąć kontrolę w wyścigu, planując wykręcenie kary na późniejszym etapie, robimy sztag w kierunku pinu, Francuzi rozpędzają się dalej w kierunku komisji i przekładają się za nami na prawy hals. Przychodzi lekkie odbicie po naszej stronie i nie mieścimy się na linii startu, musimy zrobić dodatkowy zwrot na lewy hals i przechodzimy przeciwnikom za rufą. Krótka trasa nie daje nam niestety szans na odrobienie strat na tyle, żeby myśleć o wykręceniu kary, no i niepocieszeni przegrywamy kolejny wyścig…

Kończymy dzień z bilansem 3 wygrane – 2 porażki, mając jednak jeszcze 4 wyścigi do rozegrania w czasie samych eliminacji.
W sobotę od rana dobre warunki do żeglowania. Organizatorzy z nie do końca jasnych dla nas przyczyn zwlekają jednak z kontynuacją wyścigów (start planowany był na 10.00, a z portu wyszliśmy po 11.30).

Pierwszy wyścig wygrywamy z H. Czasnym. W drugim – z młodymi Anglikami z Cambridge - pomimo dość dobrego prestartu, wychodzimy podobno z falstartu przy pinie, wcześniej wyraźnie się rozpędzając poniżej linii i będąc zgodni, że sędzia nas nie mogła widzieć na tej pozycji, bo byliśmy przysłonięci przez przeciwników, których odbiliśmy wcześniej w kierunku komisji. Mieliśmy zresztą wrażenie, że sama sędzia nie była pewne swojej decyzji wahając się z pokazaniem naszej flagi. W każdym razie robi się żużel i strata 3 długości na starcie jest mimo wszystko przy równym wietrze nie do odrobienia… Szkoda tego wyścigu.

Kolejny pojedynek pewnie wygrywamy z kolejną włoską załogą, no i przychodzi ostatni, decydujący wyścig z M.Mesnilem. Na początku totalna porażka, płyniemy jako 3 para i zaaferowani obserwacją wcześniejszych pojedynków (w tym S.Bertheau z J. Pasinim) pierwszy raz w historii meczowych startów mylimy stronę (ustawiamy się przy pinie z niebieską flagą na achtersztagu, a powinniśmy startować przy komisji z żółtą flagą). Francuzi oczywiście wykorzystują to niemiłosiernie, zmieniając flagę i stronę w ostatniej chwili. Kara dla nas.

Jednak na prestarcie to my przejmujemy inicjatywę i to z uśmiechem na ustach, bo przecież mamy jakby co jeszcze repasaże, a czujemy się w tych warunkach coraz pewniej. Tymczasem, w całkowicie niezrozumiałej dla nas sytuacji otrzymujemy drugą karę (podobno za prawy lewy, gdy płynęliśmy na prawym halsie).

Niezrażeni takim obrotem sprawy pewnie wygrywamy start, zamykając przeciwnika od strony komisji. Udaje nam się po starcie wykręcić pierwszą karę, ale przepływamy Francuzom za rufę i pomimo ostrego ataku przez cały wyścig, nie dajemy jednak rady już ich wyprzedzić…

Próbujemy wyjaśnić okoliczności nałożenia drugiej kary po mecie. Włoski arbiter jednak ewidentnie nie chce z nami na ten temat rozmawiać. Zaczynamy być nieco sfrustrowani. Decyzji już nie zmienimy, ale zasługujemy na to, aby została nam szczegółowo wyjaśniona. Tym bardziej, że jak się okazuje brakuj nam jednego punktu do 3 miejsca po round-robin, który kończymy na remisie z S.Bertheau i Anglikami, ale z uwagi na bezpośrednie przegrane jesteśmy na 6 miejscu.

Rundę eliminacyjną bez straty punktu wygrywa J. Pasini, 2 miejsce dość niespodziewanie zajmuje D.Presen, a trzecie M. Mesnil. Oni bezpośrednio awansują do półfinałów.

Podrażnieni sportowo i spragnieni rewanżów, czekamy jednak na ustalenie par w repasażu, wiedząc, że nasz wyścig z S. Bertheau będzie prawdopodobnie decydował o kolejności w Pucharze Europy.

Tymczasem okazuje się, że komisja regatowa w porozumieniu z chief-umpire’m (choć później przerzucali wzajemnie ostateczną odpowiedzialność na drugą stronę) zadecydowali o nagłej zmianie formatu. Przechodzimy od razu do półfinałów.

Mamy sobotę, godz. 14.30. Regaty planowane są do niedzieli do 17.00.
Tym razem, cała załoga nie mogła ukryć swojej irytacji…
Ok. Można było wygrać jeden wyścig więcej i mieć temat pod kontrolą. Pamiętajmy jednak, że te regaty to miał być wielki finał Pucharu Europy z pełnym formatem, na który czasu było aż zbyt wiele. Organizatorzy nie są w stanie wyjaśnić logicznie i przekonująco takiej decyzji.

Czyli wiemy, że już o zwycięstwo nie powalczymy. Pozostaje obrona 2 miejsca w Pucharze i „najlepszy tytuł” dla przegranych: King of the Castle (czyli 5 miejsce w regatach).

O tym, że mokliśmy na wodzie kolejną godzinę zanim pozwolono nam spłynąć motorówką do mariny (bo nie będziemy już dalej pływać w sobotę), to już nie ma co wspominać…

Półfinały oczywiście zakończyły się szybko. Aktualny Mistrz Europy M.Mesnil wygrał gładko z aktualnym Wicemistrzem - D.Presenem 2:0, a J.Pasini przegrał niespodziewanie, choć po zaciętej walce z S.Bertheau 1:2. Mieliśmy zatem nadal szansę utrzymania 2 miejsca w klasyfikacji generalnej.

Niedziela, zgodnie z prognozą to już fajny, zachodniopomorski „warun”, czyli tzw. „niedźwiedzie mięso”. Bez większych problemów wygraliśmy pierwszy mecz o 6 miejsce, a potem wzięliśmy srogi rewanż na brytyjskiej załodze, zdobywając ostatecznie 5 miejsce w regatach, „King of the Castle”, no i te srebrne medale Pucharu Europy.

W finale S.Bertheau pokonał M.Mesnila, a J.Pasini rozprawił się z D.Presenem.
Tak chyba to w miarę obiektywnie wyglądało.
Dziękujemy za wsparcie z Polski i nie tylko oraz przesyłane gratulacje! To drugie miejsce w łącznej klasyfikacji Pucharu na początku sezonu bralibyśmy w ciemno.
Duży niedosyt oczywiście pozostał, ale na tym przecież też polega match-racing

Startowaliśmy w składzie:

1) Maciej Gonerko – trymer żagli przednich,
2) Marcin Zubrzyckki – dziobowy,
3) Krzysztof Żełudziewicz – tymer grota, leader kokpitu,
4) Patryk Zbroja – sternik.

To nie był jednak koniec niedzielnych emocji!
Przemoczeni i zmarznięci, w oczekiwaniu na bardzo słabe zakończenie regat w Ravennie, kibicowaliśmy online naszemu Team’owi, który w barwach Amica Jacht Klubu Kamień Pomorski dzielnie walczył o medale Mistrzostwa Polski w Ekstraklasie Żeglarskiej na wodach Jeziora Dąbie w Szczecinie.

Niewiele zabrakło do złota i chłopaki w eksperymentalnym składzie zajęli bardzo dobre 4 miejsce, ustępując ostatecznie (i to na remisie) w klasyfikacji generalnej Ekstraklasy jedynie Yacht Clubowi Sopot (z Rafałem Sawickim na sterze).

W Szczecinie płynęliśmy w składzie:

1) Adam Laskowski – dziobowy,
2) Artur Jączkowski – pitman,
3) Marek Prokopiak – trymer żagli przednich,
4) Damian Jaskólski – sternik.

Mamy zatem dwa ciężko wywalczone całym sezonem srebra!!
To był rzeczywiście medalowy weekend TeamuBAKISTA!!!


Reklama | Prywatność i bezpieczeństwo | Partnerzy | Kontakt
Copyright © 2005 - 2017 ŻEGLARSTWO.PL
żeglarstwo - Valid XHTML! żeglarstwo - Valid CSS!